Wierzy, że bez dobrej łódki nie ma wyników. Musi
być wykonana z najlepszych materiałów. Dba o nią, a
wtedy ona mu się rewanżuje. Podobne podejście
Mateusz Kusznierewicz ma do swojego domu, który
właśnie remontuje. Sam wszystkiego pilnuje, wybiera
materiały, bo wie, że jest to inwestycja na lata.
Chce, by dom był ciepłą przystanią na odpoczynek i
regenerację sił przed kolejnymi zawodami.
Czy łódka i dom mają coś wspólnego?
Czasami myślę o swojej łódce, że to mój drugi dom.
Spędzam na niej mnóstwo czasu, szczególnie w
okresie przygotowań olimpijskich. Tak naprawdę na
łódce byłem więcej czasu niż w swoim domu. Czy
mają coś wspólnego? O obie te rzeczy bardzo dbam,
są mi bardzo drogie, ale generalnie staram się je
rozgraniczyć. Dom to przystań na odpoczynek, relaks
i obcowanie z bliskimi. Żeglowanie, podróże po
świecie, startowanie w regatach i różnego rodzaju
zawodach to jednak moja praca. A łódka to jej
narzędzie. Dom i łódka wspaniale uzupełniają się w
moim życiu. Jedno uzupełnia drugie.
Czy to jest pierwszy dom, który Pan buduje?
Wcześniej mieszkał Pan w mieszkaniu? Jak to
wygląda?
Urodziłem i wychowałem się w domu, więc przez
większość mojego dzieciństwa miałem przyjemność
poznawać uroki domowego zacisza. Później
mieszkałem w bloku, jeszcze później w kamienicy, w
końcu w kilku różnych mieszkaniach w warszawskim
centrum. I po tych kilkunastu latach mieszkania w
centrum Warszawy w zeszłym roku przeprowadziłem
się do domu pod Warszawą. Nie buduję
go dosłownie, ale gruntownie remontuję. W środku
jest już gotowy. Renowacja trwała ładnych klika
miesięcy. Obecnie przyszedł moment na elewację,
izolację termiczną ścian i ocieplenie dachu.
Mówi się, że budowa i remonty to taki sport
ekstremalny? Czy miał Pan okazję z ekipą przeżyć
coś ekstremalnego, co Panu podniosło adrenalinę?
Czy ekipa jest tak wspaniała, że nie ma co…
Jak wspomniałem wcześniej, zaczęliśmy od remontu
od środka. Z ekipami mam ciekawe doświadczenia,
myślę, że każdy je ma. Remont to jedno z większych
wyzwań – można stracić zdrowie, nerwy no i
pieniądze. Myślę, że wiele osób, które robiły remont
mają podobne przeżycia. Pytałem znajomych –
Dobra zapewnia tanie ciepło i korzystny mikroklimat
w pomieszczeniach. Dużo się dowiadywałem; jakie są
technologie, jakie są techniki, kto jest najlepszy. Stąd
też mój wybór padł na Termo Organikę. Widziałem
już domy ocieplone przy użyciu materiałów tej firmy.
Osoby, które tam mieszkają bardzo sobie je cenią.
Taki sam styropian Termo Organiki poszedł na
ściany, jak i na dach?
Srebnoszary Platinium – styropian z ciepłych kropek
został użyty do izolacji ścian, natomiast Gold Plus-
Styropian w kropki poszedł na dach. Ten Gold Plus
jest również używany na podłogę i fundamenty. Nie
mogliśmy go jednak wykorzystać, ponieważ dom już
stał.
Kropki w styropianie to znak jakości, gwarancja
niskich rachunków na ogrzewanie. Czy kropki mają
jakieś znaczenie na morzu i w żeglarstwie?
Kropki na wodzie... kojarzą mi się kroplami deszczu,
często żeglujemy w słońcu i pięknej pogodzie, ale też
czasami się zdarza się, że pada deszcz. I wtedy na
moich okularach pojawiają się… kropki.
Co skłoniło Pana do położenia takiego nacisku na
izolację; rosnące koszty energii i związane z tym
koszty ogrzewania, troska o ochronę środowiska,
moda?
Staram się żyć w zgodzie z naturą i jeśli tylko mogę
sobie na to pozwolić, zachowuję się ekologicznie. W
przypadku ocieplenia ścian domu dochodzi bardzo
ważny aspekt czysto ekonomiczno-technologiczny.
Wydaje mi się bzdurą wybrać byle jaki materiał i
potem mieć problem. Jeśli tylko można sobie
pozwolić na markowy materiał, to warto to zrobić. I
ja tak zrobiłem. Różnica w cenie jest niewielka a
izolacja będzie służyła latami. Dobry izolator gwarantuje
tanie ciepło zimą i przyjemny chłód w letni
upał.
To jest takie proste, termomodernizacja jest naturalnym
wyborem i rzeczywistym działaniem ekologicznym.
Spalę mniej gazu i zużyje mniej prądu na
klimatyzacje. Nie można zapominać o aspekcie
ekonomicznym termomodernizacji. 2-3 miesiące nie
pokazują wyraźnie różnicy w kosztach między dobrze
a byle jak ocieplonym domem. 5-10 lat pozwala
zaoszczędzić pokaźną kwotę, którą możemy
wykorzystać z sensem.
Kiedy się Pan wprowadza?
Już tutaj mieszkamy. Dom jest wykończony w środku,
moim celem było wprowadzenie się na gwiazdkę
2007 i to się udało. Teraz została tylko kwestia
wykończenia domu z zewnątrz. Przez to, że miałem
igrzyska olimpijskie, nie mogłem tego zrobić wiosną,
zacząłem więc w sierpniu po Pekinie. Oczywiście cały
czas tutaj mieszkamy.
W związku z pracami remontowymi jest większy
hałas, ale mi to nie przeszkadza. Z prawdziwą
przyjemnością uczestniczę w wielu pracach,
nadzoruję ekipę i wybór właściwych materiałów. To
też jest fajne dla młodego człowieka. Super jest
tworzyć coś dla siebie, kiedy można przy tym
potwierdzają. Przechodziłem przez różne ekipy specjalistów,
np. od tynkowania i mam w swoim telefonie
zapisane: „ekipa 1”, „ekipa 2”, „ekipa 3”,i
skończyłem na „ekipie 6”. Ostatnia „6” sprawdziła się
i jest naprawdę godna polecenia. Tak naprawdę
człowiek uczy się tego wszystkiego na bieżąco. Mogę
powiedzieć, że po ciężkiej pracy w zeszłym roku
nauczyłem się już dobierać ludzi. Ekipy remontowe, z
którymi współpracujemy obecnie to specjaliści z
polecenia, zarówno ekipa od dachu jak i ekipa tynkarska.
Zaryzykuję stwierdzenie, że normalna praca, czy
nawet przygotowania olimpijskie, bardzo ciężkie dla
sportowca profesjonalisty, to małe piwo w porównaniu
do tego, jakim sprawdzianem dla człowieka jest
remont albo budowa domu. Tak naprawdę remont
domu to wyższa szkoła jazdy i myślę, że dobra lekcja.
To też niezły test dla związku, dla wszystkiego.
Czy to dlatego, że
wymarzł Pan na wodzie?
Bardzo lubię ciepło, nawet zimą lubię chodzić po
domu w krótkim rękawku i spodenkach. Nie chce
jednak uzyskiwać ciepła przez bez sensowne nagrzewanie
pomieszczeń. Po co niepotrzebnie tracić
energię. Nie chcę budować ciepła przez spalanie gazu
dla samego spalania. Po prostu stawiam na izolację.
troszeczkę pochodzić i popilnować. Do końca tego
roku remont będzie skończony. Potem pozostanie
już tylko ogród do sprzątnięcia po tym całym placu
budowy. Posadzę drzewka, trawę i ciepła przystań
będzie gotowa.
A czy w domu ma Pan coś takiego jak pokój
żeglarski?
Nie. Tak jak powiedziałem, nie przenoszę pracy do
domu. Dom jest zaprojektowany na bardzo pozytywne
emocje, odpoczynek, relaks, na to, żeby móc w
nim spędzić wspaniały czas zarówno w środku jak i z
zewnątrz. Żeglarstwo uprawiam i zajmuję się nim
wyjeżdżając w różne miejsca na świecie i to mi
wystarczy. W domu przeznaczyliśmy tylko jedno
pomieszczenie na nazwijmy to gabinet.
Ile ma Pan czasu na mieszkanie w domu?
Do tej pory było bardzo mało, ale zamierzam to w
jakiś sposób zmienić.
Mało to znaczy ile?
Od stycznia do sierpnia w związku z Igrzyskami
Olimpijskimi spędziłem w domu 23 dni, czyli niecały
miesiąc. Przez 8 miesięcy – niecały miesiąc, więc to
było bardzo mało. Teraz chcę to wszystko
pozmieniać, będę więcej czasu spędzał w domu, bo
robię sobie krótką przerwę.
Koniec z żaglami?
Nie, nie.
Czyli zobaczymy Pana na Igrzyskach w Londynie?
Jeszcze nie podjąłem decyzji, czy będę startował w
Londynie, ale z żagli na pewno nie rezygnuje
Szybka łódka, ciepła przystań, wiatr, trening i
umiejętności. Co według Pana jest podstawą
sukcesu?
Moim zdaniem podstawą sukcesu jest znalezienie
sposobu na to, żeby ten sukces osiągnąć. Każda
dziedzina oczywiście rządzi się swoimi prawami. U
mnie w żeglarstwie ten temat jest bardzo złożony, bo
tak wiele czynników ma wpływ na ostateczny rezultat.
Pytanie zaczęło się od ciepłej przystani i tutaj mogę
śmiało z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to mój
spokój wewnętrzny, moje samopoczucie ogrywa
bardzo dużą rolę i ma olbrzymi wpływ na rezultaty,
jakie osiągam.
Jeżeli przed regatami lub po nich mogę odpocząć w
miejscu, w którym dobrze się czuję, które ładnie
wygląda, w którym wszystko dobrze funkcjonuje, w
których jest ciepło – to przyjeżdżam na zawody z taką
energią, że moi przeciwnicy boją mi się podać rękę.
Widzą w moich oczach wielką chęć do walki i
zwycięstwa. Ważne jest wiele rzeczy – szybka łódka,
korzystny wiatr, żagle jak najlepiej dopasowane,
trening bardzo ciężki, morderczy, bardzo często, ale
systematyczny. No i umiejętności... to wszystko jest
dopiero podstawą piramidy, wiodącej do czubka,
którym jest sukces.